Flauta
10.11.2025

Od paru dni wiatr nie wieje, morze spokojne, rybitwy latają ale są jakby cichsze. Jedna ławka na plaży zaprzężona do całodziennej pracy, daje spacerowiczom odetchnąć. Łodzie w porcie też nie czują potrzeby odrywania się ze swoich miejsc. Wszystko stoi, czeka, a może nawet nie czeka tylko czerpie z tej chwili.
A gdyby tak zostało? Morze nie bez powodu daje sobie taki czas. Nie traci energii na tworzenie fal i ciągłe odbijanie od brzegu. Z kolei ryby mogą utrzymać pozycje i dzięki temu łatwiej im polować, bo też więcej widzą. Bezwietrzny stan, kiedy jesteśmy na morzu może być kojący. Daje poczucie przynależności z naturą, rodzi w nas przeświadczenie, że możemy więcej.
Cisza daje przestrzeń do pomyślunku i zatrzymania galopującej treści wysyłanej z każdego otworu masowej informacji. Morze uczy nas jak surfera, w jaki sposób manewrując na fali zachować pozycję, jak się podnieść kiedy fala nas powali. Walka godna przeciwnika. Dryfując na horyzont, możemy przeżyć niezwykłą przygodę w nieznane. Tylko czy użycie słowa dryfować jest tutaj dobrym wyborem?
Oznaczałoby jakąś formę braku sprawczości, a nawet wypatrywanie pomocy. Sami musimy wybrać; dryfujemy czy może jednak bierzemy w ręce wiosła, a kierunek to kolejne perspektywy.
Kate…
