Candy girl

05.05.2025

Przy barze zazwyczaj dojmujący dla barmana są ci, którym w życiu nie wyszło. Od rozwodników po dziewczyny, które szukają darmowego drinka. Rozmowy jednostronne, pobieżne, przesycone żalem za utraconą młodością i szansą na lepsze życie.

Próbują objuczeni procentami perorować o sztuce, egzystencji i rychłej zagładzie świata. Patrząc na nich, widać jak mają zgarbione plecy, ramiona zwrócone do środka, postawa nikczemnie przeciwstawna do potoku słów, które w swojej objętości straciły kalorie.

Wtedy na parkiet wychodzi ona. Krótka spódniczka, rajstopy z niejednym oczkiem, które sprzymierzając się z właścicielką puszczają je ile mogą. Bluzka różowa, krótka, odsłaniająca brzuch, który jak fale, targane konwulsjami marszczą się na kolejne porywy. Tańczy, chociaż bardziej jest to chybotliwe, trochę sztywne i trochę smutne. Tańczy sama dla siebie, tak jak ci co siedzą przy barze, mówią sami do siebie. Kruche kości powlekane przez pergamin skóry, otaczają się nawzajem, chcąc ogrzać się swoim impulsem, który tylko w tłumie detronizuje słabość, a ona tańczy.

Nawet nikt nie musi na nią patrzeć. Muzyki od dłuższej chwili nie słychać a ona dalej tańczy. Barman ścierką przeciera blat, kelnerka zamiata, a ona dalej czuje w sobie tę niepohamowaną moc, by nie opuszczać środka sali. Przychodzi codziennie. Każdy ją zna. Już nawet oddychają nią, tak bardzo jest tutaj.

Jedyne co wynosi, oprócz dymu na różowej bluzce to cukierki zostawione przez klientów, które rzeźbią w jej umyśle postaci z bajek, którymi nigdy nie będzie.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *