Czerwone róże

27.04.2025

W cichej, przydymionej salce, rozgrywa się za parę groszy akt desperacji aktora, który nie dotarł ze swoim talentem na scenę teatru. Obecni, mocno już na rauszu, nie doceniają nawet tych krótkich uniesień aktora. Sam grający nie wierzy, że kiedykolwiek przebije swoją małą głową mur, którym okazują się inni ludzie. Zostało mu więc grać dla tych, którzy nie odróżniają dobrej sztuki od typowej.

Założył na wieczór szarą koszulę, ale postanowił ją ożywić krawatem w czerwone róże. To daje mu jakiś rodzaj władzy, której wszyscy go pozbawiają, włącznie z jego żoną. Zapach sceny zawsze przywoływał w nim tęsknotę za czymś wielkim, za czymś co on sam chciał stworzyć.

Widział jak wszystkie światła są skierowane na niego. On jako Otello, wie, że ta sztuka jest zagrana tak jak nigdy dotąd przez nikogo. Wyobraźnia zawsze była jego pulsem, który pozwalał mu jeszcze wstawać z łóżka. Często spogląda podczas grania na ludzi, którzy przy stolikach wychylają kolejne kieliszki. Fantazjuje o ich życiu. Co musi się wydarzyć, żeby pić w tak obskurnym lokalu do tak kiepskiej sztuki?

Nie chce oceniać. Już nie. Teraz stoi w szarej koszuli w swoim krawacie w czerwone róże, które gdyby im się dobrze przyjrzeć, zaczęły tracić płatki, które kończą swój krótki lot pod nogami aktora. To jest ta jedna chwila, kiedy może poczuć, że to co robi ma sens. Ożywił coś co wydawało się tylko ludzkim artefaktem.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *