Egotyzm w pułapce
31.01.25

Będąc na plaży, patrząc na morze jego chmurne oblicze przychodzi na myśl inne morze, morze ciał, które nie pytane zostały pochowane. Cmentarz jest miejscem, które wycisza nawet najgłośniejszy szept. Tam nie ma już pytań ani odpowiedzi. Każdy, kto znalazł się w alejce prowadzącej przez szpaler grobowców, ma tę jedną chwilę na to, by zastanowić się nad ulotnością życia, bycia i swojej ważności. Myślimy, że coś znaczymy dla innych, że jesteśmy tlenem dla wybranych. A potem już nie widzimy zamknięci w szczelnej urnie rodziny i przyjaciół kłócących się o nasze rzeczy. Ci, co podążają za naszymi prochami, będą mówić o jedzeniu i piciu, a mówca podsumuje nasze życie w paru zdaniach, które i tak większość niedosłyszy. Po pogrzebie wszyscy rozpierzchną się do swoich obowiązków, niektórzy nie przyjdą, bo coś im wypadło, a większość nawet nie pomyśli żeby przyjść. Wtedy też chyłkiem opuszczają to miejsce, które jak trąd przypomina, że dłuższe przebywanie w tym miejscu skończy się uschnięciem. Umrzesz, umrzemy…a inni pójdą w swoją stronę. Może to dobry powód, żeby przestać myśleć o tym jak ludzie nas postrzegają, kim dla nich jesteśmy, przestać zabiegać o chwilę uwagi. Niech naszym bottom line będzie, że wszystkie nasze właściwości zmieszczą się w małym pudełeczku.
Przechadzającą się… Kate
